To juz trzecia niedziela adwentu, a moje okno do tej pory bylo ciemne. Juz sie jakis czas przybieralam, by czyms je udekorowac, ale najczesciej sklepy byly juz zamkniete, gdy konczylam prace. W piatek udalo mi sie skonczyc wczesniej i sie zaparlam, postanowilam ze dzisiaj zadbam troche o przytulnosc w moim obecnym, nadal dosc pustym mieszkaniu.
W okolicznej kwiaciarni kupilam zatem papierowe lampiony-gwiazdki. Pochodza ze szwedzkiej firmy Watt & Veke. Do tego zostaly pieknie zapakowane w kartonik chyba z recznie czerpanego papieru, ze kupilam jeszcze dodatkowa sztuke na prezent.
Od razu w mieszkaniu zrobilo sie przytulniej, gdy je zawiesilam. I moje okno w koncu nie zionie pustka.



Jakby odrobina magii zamieszkala tez u mnie.

Odkrylam tez w koncu sklep "robotkowy", gdzie zaopatrzylam sie w muline i dzisiaj z przyjemnoscia oddalam sie haftowaniu. Wkrotce pokaze co udalo mi sie dzis popelnic.
A jutro czeka mnie wyprawa do skansenu i koncert sw. Lucji.
Pozdrawiam cieplo grudniowo.
Marta
Wiesz...racja z tymi gwiazdkami. Teraz jest piękniej i przytulniej. Światło zawsze ma moc, taką niesamowitą magię. Ja kocham wszelkiego rodzaju "świeciołki" (ale słowo wymyśliłam), ale i sztuczne światło także. Nieważne skąd, bo ważne, ze jest światło:-) Pozdrawiam serdecznie i ślę uściski, nadal zazdroszcząc Ci tej Szwecji;-) Ech...
ReplyDeleteale piękne te gwiazdki i cudnie w oknach wyglądają :)
ReplyDeletea jakie masz fajowe zamknięcie okien :)
buziaki
Kasia
Mój mąż był kilkakrotnie w Szwecji, a raz właśnie na święto Łucji (moja jedna córka też am na imię Łucja:)))), rzeczywiście był urzeczony i klimatem tego przedświątecznego czasu jak i samym świętem :))
ReplyDeletepozdrawiam cieplutko:)