Po szczodrym śniadaniu ruszyliśmy "na miasto", ale dość szybko przenieśliśmy się na obrzeża miasta, gdy tłumy w centrum skutecznie nas odstraszyły.
Takimi oto widoczkami się delektowaliśmy:

Strasznie spodobała mi się kolorystyka fasady tego domu - połączenie szarych niebieskości z bielą. Nie mówiąc już o drzwiach do domu, które są przepiękne.

Mam niestety brzydki zwyczaj zaglądania ludziom w okna. Ale jak tu nie zaglądać, jak ludzie takie piękności w oknach stawiają. Okno samo aż się prosi, by w niej spojrzeć. W tym odkryłam proste, ale jakże pięknie zdobiące okno lampy z abażurkiem w czarne pasy. W rzeczywistości prezentowały się zdecydowanie lepiej i zdjęcie nie oddaje w pełni ich urody. Fotograf ze mnie niestety kiepski.

Po całkiem długim spacerze w końcu daliśmy odpocząć naszym strudzonym nogom i wpadliśmy na kawę do przeuroczej kawiarenki. Na kawie niestety się nie skończyło...


Goście już pojechali i jakoś pusto się zrobiło. Właśnie wyciągnęłam jednak moje gazety "o haftowaniu" i planuję co wyjdzie w następnej kolejności spod igły. Za tydzień jadę do domu, więc zaopatrzę się w muliny. Zaś efekty mojej pracy wkrótce pokażę na blogu :)
Wszystkim życzę miłego weekendu :)
WOW! Gdzie są TAKIE widoki?!
ReplyDeleteKolory fasady faktycznie piękne. Mnie aż zęby bolą od patrzenia na te wszechobecne morele, pomarańcze i grapefruity w moim mieście. Blee....
Witaj Marto :)
ReplyDeleteTe fotki zrobione były w okolicach Hamburga. Fasady są rzeczywiście przepiękne. Codziennie się zachwycam nimi gdy jadę do pracy. Ale tak przyznam, że w głębi serca tęsknię za kochaną morelową Wielkopolską ;)
Pozdrawia m ciepło
Marta