Saturday, September 10, 2011

Pożegnania i prezenty

Ostatnio jestem strasznie zabiegana, bo jako że mój czas w Hamburgu jest już policzony, upływa mi na ostatnim "doświadczaniu" ulubionych rzeczy, ostatnim wyjściu do ulubionej restauracji, ostatnim odwiedzinom w ulubionych miejscach itd. I oczywiście na pożegnaniach, niestety. Gotuję więc jak szalona, aby goście u mnie nie głodowali, gdy mnie odwiedzają albo biegam na kolację.
W międzyczasie jeszcze haftuję, bo postanowiłam obdarzyć osoby, z którymi pracowałam, małymi prezentami własnej roboty. Właśnie niedawno znalazłam piękny wzór literkowy.
Jedna literka jest już gotowa.





Wczoraj udało mi się znaleźć fajną ramkę. Kupiłam w ciemno, nie wiedząc czy będzie pasowała. I okazuje się, że pasuje idealnie, od dawna czegoś takiego szukałam. Stwierdziłam zatem, że takie ramki nie trafiają się za często i koniecznie muszę kupić ich trochę na zapas. Dzisiaj z rana pojechałam więc do sklepu i zgarnęłam wszystkich 14, które stały na wystawie. Totalnie ogołociłam półkę i zaburzyłam koncepcję dekoracyjną w sklepie, bo po wybranych rankach powstała całkiem spora dziura. Sprzedawczyni patrzyła na mnie jak na szaloną, gdy zobaczyła co kryje się w moim koszyku. A jeszcze bardziej otworzyła oczy gdy zapytałam, czy nie mają takich więcej. Niestety nie mieli :( Ale może jeszcze w innej filiali uda mi się takie dostać.

Pozdrawiam i wracam do haftowania kolejnych literek, bo kolejka spora.
Marta

Monday, August 29, 2011

Ulubione poranki

Kocham spedzac czas w domu, ktory stworzylam (lub raczej nadal tworze, bo jeszcze wiele tam do zrobienia). Ale ze wzgledu na swoja wloczykijska nature jakos tak sie dzieje, ze rzadko mam okazje tam przebywac. Dlatego tez jak juz w domu jestem, celebruje kazdy moment w nim spedzony.
Szczegolnie lubie poranki, gdy siadam sobie z ksiazka w ciszy, zaglebiam sie na mojej ulubionej sofie i delektuje sie chwila. Przyznam, ze czasami czytam niezbyt uwaznie, bo moj wzrok ciagle gdzies wedruje, by uchwycic moment jak dzien sie budzi.

Zazwyczaj w domu wstaje pierwsza, gdy dopiero swita. Moment jest prawdziwie magiczny, z perspektywy mieciutkiej sofy obserwuje swiatlo powoli saczace sie z sasiedniego pokoju.



Ten widok jest mi tak mily, ze chyba podswiadomie wysylam sygnaly, by wlasnie wtedy sie obudzic, by od poczatku do konca obserwoac dzien budzacy sie do zycia.
Po chwili coraz wiecej swiatla wpada do pokoju:




Az w koncu swiatlo wylewa sie szerokim strumieniem ocieplajac cale wnetrze.



Swiatlo poranka rysuje swoje obrazy na czerwonej podlodze i igra po scianach.



Za chwile magiczny moment sie skonczyc, za chwile drzwi sie otworza i cisza poranka zostanie przerwana. Na ten moment tez czekam, kazdy ma w sobie cos pieknego, i ten w samotnosci i ten w towarzystwie.

A jak wyglada wasza magiczna chwila o poranku?

Pozdrawiam i zycze udanego startu w nowym tygodniu.
Marta


Wednesday, August 24, 2011

Post komercyjny

Powoli przgotowuje sie do przeprowadzki i sortuje rzeczy, ktore zabiore, ktore zostana. Postanowilam pozbyc sie tez czesci magazynow wnetrzarskich i modowych. Wszelkich zainteresowanych zapraszam na moje aukcje tutaj. Pisma francuskie, brytyjskie i niemieckie wszelkiej masci. Sa to pojedyncze egzemplarze za pol ceny badz nawet mniej.

Dzisiaj dodalam kilka nowych magazynow:








A tu kilka migawek z tego, co mozna tam znalezc.






Maison Francais juz sie sprzedal, ale jeszcze jest kilka ciekawych gazet. Chociazby te:








I ten magazyn:





Pozdrawiam serdecznie!
Marta


Sunday, August 7, 2011

Opowieść o pewnej ulicy

Nieubłaganie zbliża się chwila mojego wyjazdu z Hamburga, za kilka tygodni na dobre opuszczę to miasto. Dlatego staram się jak najlepiej wykorzystać te ostatnie chwilę i delektować się miastem ile tylko się da.
W piątek postanowiłam wziąć wolne, tak po prostu. Nie bez powodu wybrałam piątek, to dzień, w którym na mojej ulicy rozbija się targ. Zawsze mijam go jadąc do pracy, wtedy zawsze się rozkłada, a gdy wracam nie ma już po nim śladu. Wręcz ciężko uwierzyć, że jeszcze niedawno to miejsce tętniło życiem targowym. Do tej pory nie miałam za wiele okazji skorzystać z jego dobrodziejstw, dlatego zanim wyjadę postanowiłam się tam wybrać.
Kiedy wychodzę z mieszkania taki widok przedstawia się moim oczom:

Kiedy ponad dwa lata temu szukałam mieszkania w Hamburgu i rozmawiałam z innymi na temat lokalizacji, wystarczyło że padła magiczna nazwa ulicy "Isestasse", by wszyscy gorąco radzili bym właśnie tam zamieszkała. Okazuje się, że fama lokalnego targu odbywającego się na Isestrasse dwa razy w tygodniu, obiegła już cały Hamburg. Na szczęście nie tylko lokalizacja okazała się ciekawa, ale również samo mieszkanie przypadło mi do gustu i tak oto zamieszkałam na Isestrasse. Spełniło się też moje małe marzenie, by zamieszkać w kamienicy, nawet jeśli mieszkanie nie było moje, tylko wynajmowane.
Ulica ta słynie nie tylko z odbywającego się tam targu, ale również z mostu, który rozciąga się na całej długości ulicy, a po którym to regularnie mknie hamburskie metro, mniej więcej na wysokości 2 piętra otaczających go kamienic.


Nie ma co ukrywać, że przejeżdżające metro hałasuje zawsze zastanawiam się jak mieszka się na tej ulicy osobom, które z okna widzą co kilka minut przejeżdżający pociąg. Sama mam to szczęście, że okna mojego mieszkania wychodzą na drugą stronę, bezpośrednio na ogród. Metra tam nawet nie słyszę.
W każdym razie mogę powiedzieć, że most jest piękny i stanowi integralną cześć ulicy. A tu jeszcze jeden widok na most.

Wyjątkowe jest też to, jak most i metro wyjątkowo koegzystuje z otaczającymi go leciwymi kamienicami secesyjnymi i targiem tętniącym życiem u podnóża mostu. Wszystko do siebie idealnie pasuje, nigdy nie pojawia się uczucie dysonansu, gdy patrzy się na ten obrazek.


Na targu sprzedaje się wszystko, tzw. mydło i powidło, choć oczywiście najwięcej jest warzyw i owoców.



Na targu można zaopatrzyć się w świeże kwiaty:





Z piękną kamienicą w tle:



Moje ulubione hortensje:

Stoisko z pomidorami, do wyboru i koloru:

Z targu wróciłam z torbą pełną przysmaków, z których przygotowałam pyszny śniadanio-obiad - jajecznicę z kurkami. Pycha!

I kilka specjałów ze stoiska z domowymi przysmakami:

Świeży kozi serek, zawijana z serkiem cukinia i łosoś w szpinakowym naleśniku.
To był naprawdę udany dzień na mojej ulubionej ulicy :)



Pozdrawiam ciepło
Marta

Sunday, July 24, 2011

Weekendowy urlop

W tym roku tak się złożyło, że nie będę miała urlopu z prawdziwego zdarzenia, czyli nie tylko nigdzie nie wyjeżdżam, ale również nie biorę wolnego na dłużej. Pozostaje mi cieszyć się weekendowymi wypadami - namiastką urlopu. Czasami przyznam dobrze jest po prostu zmienić widok.
Od ponad dwóch lat mieszkam w Niemczech, ale przyznam, że do tej pory zobaczyłam zdecydowanie mniej tego kraju niż bym sobie życzyła. A do zobaczenia jest naprawdę wiele. W ten weekend nadrabiałam zaległości - wybrałam się w góry Harcu. W sobotę wspięłam się na górę Brocken, a dzisiaj podziwiałam miasteczko Goslar.

This year I will not have real vacations, I haven't really planned to go anywere or take some time off. All I have left is to enjoy weekend trips that serve perfectly as a vacation substitute. Sometimes it is simply good to change the view.
I have been living in Germany for over two years and I must admit that so far I saw too little of it, much less than I would wish for. And there is really a lot to see. So this weekend I was catching up and I made a little trip to the Harz mountains.
On Saturday I climbed the mountain Brocken and today I admired the town of Goslar.

Stary Rynek w Goslarze
Old Town Marketplace in Goslar

Miasto jest po prostu bajeczne, gdyby nie samochody miałoby się wrażenie, że odbyło się właśnie podróż w czasie. Totalnie zachwyciła mnie zabudowa szachulcowa miasteczka.

The town looks simply like from a fairy tale, if there wasn't for cars, one could really have a feeling that one have just travelled in time. I was totally amazed by the timber-framed houses.



Drugą osobliwością architektoniczną miasteczka były domy pokryte czarnym łupkiem, nie tylko na dachu, ale również na ścianach. Niekiedy łupek tworzył wymyślne wzory na fasadach domów.

The second architectural peculiarity of the town were houses covered with black slate, not only on the roof, but also on the walls.Sometimes slate was creating sophisticated patterns on the house facade.

Czy ten znak nie wygląda tu jakby nie na miejscu?
Doesn't this red sign look like it did not belong here?



To była wspaniała, ale też wyczerpująca wyprawa. Więc na dzisiaj już kończę, ale jutro będę kontynuować.

That was a truly great trip, but also an exhausting one. So that is it for today, tomorrow the story will continue.

Mam nadzieję, że macie za sobą wspaniały weekend.
I hope you had a great weekend!

Marta

Monday, July 18, 2011

Wynki candy o poranku

Powiedziałam, że candy trwa do 18 lipca, więc czekałam cierpliwie do północy na wszystkich chętnych. Nie spodziewałam się, że mydełkowe candy spotka się z takim zainteresowaniem. Mydełko powędruje zaś do szczęśliwej 9 czyli Czarownicy :)
Droga Czarownico, chyba miałaś rację, nie warto się zniechęcać, nawet gdy występują jakieś problemy, bo cierpliwość zdecydowanie popłaca.



Serdecznie gratuluję i proszę o namiary, gdzie ma powędrować mydełko. Mam też skromną nadzieję, że poprzez ostatnie posty zaraziłam was choć trochę bakcylem mydełkowym.

Chciałam przyznać jeszcze jedno mydełko poza candy osobie, która zapisała się jako setny obserwator. Dudqa, cieszę się, że tu jesteś i to właśnie ciebie chciałam obdarować mydełkiem. Proszę, podaj mi dane gdzie mam je wysłać.

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się, czy nie zacząć pisać po angielsku, bo zauważyłam że pojawia się tu trochę gości międzynarodowych. Chyba powinnam to rozważyć, bo jednak korzystanie z translatora to nie to samo.
Dziękuję zatem wszystkim za uczestnictwo w zabawie i zapraszam ponownie, bo na pewno nie będzie to ostatnie candy.

Since quite a while I was wondering if I should also start writing in English, seeing an increasing number of visitors from abroad. Now I think I should seriously consider that, as using translator is really not the same.
So thank you all for taking part in the candy and feel welcome to join any other time. Definetly it will not be the last candy.

Marta

Sunday, July 17, 2011

Kilka nowości

Dzisiaj mogę pokazać, co udało mi się wyszperać na wczorajszych zakupach. W sumie za wiele nie wydałam, zrealizowałam bon urodzinowy, który już jakiś czas temu otrzymałam.
Na wyprzedaży udało mi się wypatrzeć ramki. Jeszcze nie wiem do czego mi posłużą, może do zdjęcia, może do wyeksponowania jakichś krzyżyków. W każdym razie bardzo chciałaby m je przemalować na biało, z przecierką. To byłaby pierwsza moja praca tego typu i trochę boję się, by nie zmarnować ramki. Poćwiczę na tylnej stronie ramki. Nawet nie wiem jaką farbę wybrać do przemalowania. Może ktoś jest w stanie coś polecić?



Ramka ma bardzo piękne detale.







A za Gutschein kupiłam sobie w prezencie dwie książki, jedną o wnętrzach, drugą o pomysłach na ciekawe dekoracje. Przyznam, że niełatwo było znaleźć coś ciekawego, choć książek było mnóstwo. Ta książka najbardziej przypadła mi do gustu.





W drugiej książce zachwyciły mnie poduszki z naszywanymi aplikacjami.



Nie mogę się już doczekać, kiedy sprawię sobie w końcu maszynę i nauczę się szyć. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się spełnić to marzenie.

A w TK Maxx zaopatrzyłam się w nowe mydełka. Tym razem w klimatach azjatyckich.



Wyprawa była niezwykle udana, tym bardziej, że z Wascherei czyli ze sklepu meblowego i nietypowej nazwie "Pralnia", udałyśmy się z koleżanką do "suszarni" czyli do restauracji na sushi :) Również z kuponem zniżkowym.

Pozdrawiam ciepło! A jutro już losowanie candy.
Marta

Saturday, July 16, 2011

Wyprawa na zakupy

Dzisiaj postanowiłam w końcu zrealizować swój urodzinowy Gutschein, czyli bon prezentowy i wybrałam się do Wascherei czyli Pralni. Bynajmniej bon nie opiewał na pranie :), Wascherei to naprawdę fajny sklep z meblami i innymi pierdółkami. Położony na trzech poziomach, to miejsce w którym naprawdę można pobuszować. A że po drodze był TK Maxx, tam właśnie skierowałam najpierw swoje kroki. W dziale mydlanym na szczęście mieli nową dostawę, znów udało mi się wypatrzeć kilka fajnych egzemplarzy. Te pokażę pewnie jutro, bo dzisiaj jest już za ciemno na robienie zdjęć.
O mało nie stałam się posiadaczką kolorowego stołeczka. O mało, bo jednak oparłam się pokusie. Stołeczek był fajny, ale tak prawdę mówiąc nie za bardzo pasował do mojego wnętrza. Kilka razy podnosiłam go , a później znów odstawiałam. Aż w końcu odeszłam bez niego. I chyba jednak dobrze zrobiłam. Był naprawdę uroczy, kosztował nie aż tak wiele bo 59 Euro , ale chyba jego przeznaczeniem było opuścić sklep z kimś innym niż ja. W każdym razie uwieczniłam stołeczek na komórce. Myślałam, że zrobiłam zdjęcie, a tu okazało się że powstał mały filmik.



W Wascherei nabyłam dwie książki o wnętrzach. I ramki na przecenie. Wszystko jutro obfotografuję i udokumentuję. A teraz idę się zagłębić w lekturę :)
Miłego wieczoru!
Marta

Praktyczne pomysły w małej kuchni

Kiedy niemal trzy lata temu poszukiwałam mieszkania do wynajęcia marzyła mi się duża przestrzeń ze sporym pokojem dziennym i otwartą kuchnią. Poza tym miało być umeblowane w sposób, który cieszyłby oko. Sporo wymagań jak na wynajmowane mieszkanie. Trochę się naoglądałam zanim znalazłam coś odpowiedniego, ale nie obeszło się bez kompromisów. Niektóre mieszkania były fatalnie umeblowane, zdawało się, że właściciele wynieśli tam cały dostatek swojej piwnicy. Sami już na te sprzęty nie chcieli patrzeć, a myśleli, że ktoś będzie chciał płacić za ich korzystanie. Czasami "marnowali" naprawdę fajne mieszkania zastawiając je jakimiś rupieciami. Trochę zatem trwało zanim udało mi się znaleźć mieszkanie, w którym bym się widziała.
Wspomniałam o kompromisach - pokój dzienny jest sporych rozmiarów, tak jak marzyłam, ale za to kuchnia mała i zamknięta. Zajęło mi trochę czasu, by ją polubić. Jest dość ciemna, ponieważ okna wychodzą na ścianę sąsiedniego budynku postawionego zaledwie w odległości 3 metrów.





O ile meble spodobały mi się od samego początku, nie mogłam przekonać się do metalowego stolika i krzeseł. Aż nie zaczęłam gotować... Brak blatów roboczych był coraz bardziej odczuwalny i wtedy odkryłam właśnie na nowo ów metalowy stolik. Fantastycznie nadaje się do odstawiania wszelkich gorących rzeczy. Po prostu na nim wszystko stawiam i nie muszę się martwić, czy przypadkiem się nie zniszczy czy przypali. Naprawdę rewelacyjna pomoc w małej kuchni. Jeśli moja kolejna kuchnia będzie równie mała, chyba zaadoptuję ten nowo poznany patent.
Życzę wam słonecznego weekendu!
Marta

Thursday, July 14, 2011

Mydła raz jeszcze

Tym razem wybrałam się na buszowanie internetowo-kosmetykowe, zupełnie przypadkiem, i natknęłam się na fantastyczne mydła. Od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że mnie wręcz prześladują, a ja prześladuję was nimi. Te musiałam pokazać, bo naprawdę mnie zachwyciły. Pochodzą z firmy Scottish Fine Soaps Company.

W kształcie plastra miodu:


I w formie płynnej - mega plus za kreatywne opakowanie:



To już nie mydło, ale zachwyca świetnym opakowaniem :



A tu sol do kąpieli - nie pogniewałabym sie gdyby stanęła w mojej łazience.



I na koniec jeszcze zestaw mydełek:


Dobrze, ze oglądam to wszystko przez internet, bo ze sklepu bym chyba nie wyszła.

W weekend znow wybieram sie do TK Maxx, ciekawe co tym razem tam wypatrzę. Bo mydło na pewno :)
I przypominam o mydełkowym candy u mnie, ktore trwa do 18 lipca.
Pozdrawiam ciepło
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...