Wednesday, October 12, 2011

Powody nieobecnosci

Mialam sie odzywac i milcze, ale mam jednak wazny powod na swoje usprawiedliwienie. W zeszly piatek przydarzylo sie mi cos, co byloby ostatnia rzecza, ktora spodziewalabym sie doswiadczyc akurat w Szwecji - zostalam okradziona. Doznalam szoku, gdy po powrocie z pracy nie zastalam mojego laptopa na swoim miejscu. Na poczatku pomyslalam, ze moze mam jakies luki w pamieci i zapewne go gdzies zanioslam. Po krotkich ogledzinach, jako ze mieszkanie nie jest az takie wielkie, w koncu do mnie dotarlo, ze ktos sie wlamal do mieszkania. I chyba bardziej niz fakt samego pozbawienia mnie mojej wlasnosci przerazila mnie mysl ze ktos tak sobie po prostu wszedl do mieszkania. Do miejsca, ktore dla mnie stanowi swego rodzaju twierdze, miejsce calkowicie bezpieczne.
Pozniej dostrzeglam, ze zginelo jeszcze pare rzeczy, w tym moja obraczka zareczynowa...Te rzeczy moze nie mialy wielkiej wartosci materialnej, laptop to byl taki grat, ze musial juz byc podlaczony non stop do pradu, bo bateria mu inaczej wysiadala. Ale to byly rzeczy naladowane ze tak powiem "emocjonalnie". Na laptopie zachowane byly wszystkie moje zdjecia z ostatnich lat, ktorych juz czesciowo nie odzyskam. Bo nie przyszlo mi do glowy, by zrobic ich kopie. Na przyszlosc sie poprawie, bo jak to sie mowi, czlowiek uczy sie na bledach.
Po przyjezdzie policji okazalo sie, ze dostac sie do mieszkania jest niezwykle latwo. Stare drzwi w kamienicy, stary zamek, niestety vintage nie zawsze jest dobrym rozwiazaniem zwlaszcza jesli chodzi o drzwi.
Taki jest oto powod mojej nieobecnosci. Zycie toczy sie dalej, co sie stalo to sie nie odstanie. Na razie dorywczo korzystam z komputera z pracy, stad brak polskich znakow, za co przepraszam.

To wydarzenie nie przycmilo mojej radosci z bycia tutaj, ciesze sie pelna para. Wczoraj przytargalam do domu znow calkiem sporo "makulatury", moj stosik gazet sie powieksza. Ogladam je w kolko w kazda strone,najlepiej pry porannej kawie.



Uzbierala mi sie juz calkiem spora kupka, a jestem tu zaledwie dwa tygodnie. Nie wiem co bedzie za rok, zaleje mnie nadmiar makulatury, a najpewniej zbankrutuje! A jednoczesnie nie potrafie sie powstrzymac, jak tylko wchodze do sklepu bezwiednie ciagnie mnie do stoiska z gazetami.



Ostatni numer Plaza Interior to prawie cegla - az 480 stron! I mam w kocu dostep do Vakre! W tym miesiacu byl w dodatku w promocyjnej cenie.
Wczoraj nabylam jeszcze z 4 gazety, ale musza poczekac na weekend, teraz jak wracam z pracy jestem zbyt zmeczona, by je przegladac. Ale wiadomo, poczatki, pozniej bedzie juz lepiej.

Tuesday, October 4, 2011

Wdzięczność

Jakiś czas temu poszłam coś załatwić do banku i znajoma pani, która pomagała mi zawsze w załatwianiu spraw kredytowych, zapytała mnie o plany na przyszłość, czy wracam do Polski. Powiedziałam, że w sumie na razie nie wracam. Więc padło kolejne pytanie, czy zostaję w Niemczech. Odpowiedziałam więc, że nie, że przeprowadzam się do Szwecji. Wtedy wyrwało się jej "pani Marto, ale pani to ma fajne życie". Taka zwykła niby sytuacja, a skłoniła mnie do chwili refleksji nad tym, co mi się przytrafia. To był moment gdy jeszcze zastanawiałam się, czy podjęłam właściwą decyzję o zmianie pracy, wyjeździe do innego kraju. I jak usłyszałam jej słowa pomyślałam, kurczę, naprawdę mam fajnie i tyle rzeczy mi się przytrafia, za które mogę być niezmiernie wdzięczna.
Teraz wiem, że jestem we właściwym miejscu na dany czas. Codziennie przemierzam Sztokholm na piechotę starając się za każdym razem wybrać nieco inną drogę do pracy. Idę z niemalże rozdziawioną buzią, uśmiech nie znika z twarzy. Po prostu jest fajnie.
Sklepy z dekoracjami wnętrz na każdym kroku, na mojej bocznej w sumie ulicy zdążyłam naliczyć już 5 sklepików ze starociami. Wszystkie jakby takie trochę niedzisiejsze, zakurzone, ale z klimatem.
Ta lampa przykuła ostatnio moją uwagę :)



Na razie musiałam poskromić moje zapędy dekoracyjne, bo nie wiadomo na jak długo będę mogła zostać w mieszkaniu, dowiedziałam się, że właściciel wkrótce planuje powrót. To nie najlepsza wiadomość dla mnie, ale trzymam kciuki, by jeszcze trochę został poza Sztokholmem, bo ewidentnie nie chce mi się wyprowadzać i znów szukać nowego lokum.
A wkrótce zaproszę was w nowe miejsce, gdzie będę pisała trochę o moim życiu tutaj. Bo w sumie ten blog miał być o wnętrzach przede wszystkim i chciałabym, by tak pozostało.
Pozdrawiam ciepło
Marta

Sunday, October 2, 2011

Przeprowadzka

Ten czas tak szybko płynie, a wręcz powiedziałabym - goni. Jeszcze niedawno czekała mnie przeprowadzka z Hamburga, dwutygodniowy pobyt w Polsce, a nawet się nie obejrzałam, a nadszedł znów czas wyjazdu, tym razem do Szwecji, gdzie pewnie zostanę na dłużej. Sztokholm przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Na szczęście nie sprawdziły się przepowiednie wielu, iż zastanę tu odmienną pogodę od tej polskiej.
Udało mi się uniknąć pomieszkiwania w hotelu i od pierwszego dnia mam już mieszkanie, w którym mam nadzieję zostanę na dłużej. A tak wygląda (zdjęcia ze strony agencji nieruchomości)











Znów nie własne, lecz wynajęte, ale mam nadzieję, że z czasem uda mi się tu stworzyć przytulny kącik. Cieszę się nawet, że nie jest kompletnie umeblowane, bo będę mogła ukształtować wnętrze trochę bardziej "po swojemu". Baza już jest, a ja powoli zaczynam powoli planować dodatki. I koniecznie biurko, które mam nadzieję przetransportować z Polski.
Na pewno więcej o moim nowym lokum i Szwecji ogółem usłyszycie już wkrótce.
Na razie powiem tylko tyle, że jestem tu dopiero drugi dzień, a już chłonę i napatrzyć się na wszystko wokół nie mogę. Dzisiaj poszłam do kiosku i dostałam prawdziwego oczopląsu przy półce z gazetami wnętrzarskimi. Wyszłam stamtąd objuczona kilkoma kilogramami papieru. Obłęd po prostu. Między innymi nabyłam nowy magazyn Plaza Interior z 400 stronami o wnętrzu!!!!
Pozdrawiam serdecznie z północy.
Marta

Friday, September 23, 2011

Sajou

Udało mi się znaleźć świetną stronę z dawnymi wzorami do haftowania i przebogatą szczególnie w monogramy i wzory sajou. Po tym jak ABily podpowiedziała mi tą nazwę próbowałam dowiedzieć się skąd pochodzi nazwa. Udało mi się jedynie wyszukać, że to określenie małpy kapucynki. Hmmm, nie pasuje.
Polecam wam , bo można tu znaleźć naprawdę piękne wzory. Udało mi się tu też odnaleźć drugą część alfabetu: www.patternmakercharts.blogspot.com



Pozdrawiam
Marta

Thursday, September 22, 2011

Pożegnania zakończone

Wydawało mi się jeszcze niedawno, że jeszcze tyle czasu zostało mi do ostatecznego pożegnania, ale jak to zwykle bywa czas leci szybciej niż by się wydawało i szybciej niż byśmy tego chcieli. I oto jestem z powrotem w Poznaniu, Hamburg zostawiłam za sobą. Bez żalu, z uczuciem spełnienia, choć na pewno czasem zatęskni mi się za miastem i na pewno za ludźmi, którzy tam zostali.
Z tego całego pośpiechu nawet nie zdążyłam sfotografować pozostałych literek. Udało mi ie ich 10 wyhaftować za wyjątkiem jednej. Na szczęście koleżanka była na urlopie i literka dotrze do niej pocztą. A przed wysłaniem uwieczniłam literkę na fotkach. Tym razem to literka "F", choć przyznam, że z trudem można ją rozpoznać.







Dzięki ABily za wskazanie nazwy tego typu haftu - sajou. Nie znałam wcześniej tej nazwy. Teraz odszukałam masę ciekawych wzorków.
Pozdrawiam ciepło
Marta

Monday, September 12, 2011

Haftowane monogramy

Haftowanie literek idzie mi naprawdę szybko. W sumie to sama sobie się dziwię kiedy udaje mi się to wszystko czasowo pomieścić. W weekend byłam w kinie, robiłam zakupy ciuchowe, jadłam śniadanie nad jeziorem, pojechałam na wycieczkę pod miasto i spacer wzdłuż Łaby, piekłam muffiny, przyjmowałam gości, a przy tym wszystkim udało mi się wyhaftować 6 literek. Ufff... Chyba rzeczywiście jak ma się dużo na głowie, to jakoś efektywniej wykorzystuję się czas.
Udokumentowałam część postępów w haftowaniu:



Pozdrawiam poniedziałkowo!
Marta

Saturday, September 10, 2011

Pożegnania i prezenty

Ostatnio jestem strasznie zabiegana, bo jako że mój czas w Hamburgu jest już policzony, upływa mi na ostatnim "doświadczaniu" ulubionych rzeczy, ostatnim wyjściu do ulubionej restauracji, ostatnim odwiedzinom w ulubionych miejscach itd. I oczywiście na pożegnaniach, niestety. Gotuję więc jak szalona, aby goście u mnie nie głodowali, gdy mnie odwiedzają albo biegam na kolację.
W międzyczasie jeszcze haftuję, bo postanowiłam obdarzyć osoby, z którymi pracowałam, małymi prezentami własnej roboty. Właśnie niedawno znalazłam piękny wzór literkowy.
Jedna literka jest już gotowa.





Wczoraj udało mi się znaleźć fajną ramkę. Kupiłam w ciemno, nie wiedząc czy będzie pasowała. I okazuje się, że pasuje idealnie, od dawna czegoś takiego szukałam. Stwierdziłam zatem, że takie ramki nie trafiają się za często i koniecznie muszę kupić ich trochę na zapas. Dzisiaj z rana pojechałam więc do sklepu i zgarnęłam wszystkich 14, które stały na wystawie. Totalnie ogołociłam półkę i zaburzyłam koncepcję dekoracyjną w sklepie, bo po wybranych rankach powstała całkiem spora dziura. Sprzedawczyni patrzyła na mnie jak na szaloną, gdy zobaczyła co kryje się w moim koszyku. A jeszcze bardziej otworzyła oczy gdy zapytałam, czy nie mają takich więcej. Niestety nie mieli :( Ale może jeszcze w innej filiali uda mi się takie dostać.

Pozdrawiam i wracam do haftowania kolejnych literek, bo kolejka spora.
Marta

Monday, August 29, 2011

Ulubione poranki

Kocham spedzac czas w domu, ktory stworzylam (lub raczej nadal tworze, bo jeszcze wiele tam do zrobienia). Ale ze wzgledu na swoja wloczykijska nature jakos tak sie dzieje, ze rzadko mam okazje tam przebywac. Dlatego tez jak juz w domu jestem, celebruje kazdy moment w nim spedzony.
Szczegolnie lubie poranki, gdy siadam sobie z ksiazka w ciszy, zaglebiam sie na mojej ulubionej sofie i delektuje sie chwila. Przyznam, ze czasami czytam niezbyt uwaznie, bo moj wzrok ciagle gdzies wedruje, by uchwycic moment jak dzien sie budzi.

Zazwyczaj w domu wstaje pierwsza, gdy dopiero swita. Moment jest prawdziwie magiczny, z perspektywy mieciutkiej sofy obserwuje swiatlo powoli saczace sie z sasiedniego pokoju.



Ten widok jest mi tak mily, ze chyba podswiadomie wysylam sygnaly, by wlasnie wtedy sie obudzic, by od poczatku do konca obserwoac dzien budzacy sie do zycia.
Po chwili coraz wiecej swiatla wpada do pokoju:




Az w koncu swiatlo wylewa sie szerokim strumieniem ocieplajac cale wnetrze.



Swiatlo poranka rysuje swoje obrazy na czerwonej podlodze i igra po scianach.



Za chwile magiczny moment sie skonczyc, za chwile drzwi sie otworza i cisza poranka zostanie przerwana. Na ten moment tez czekam, kazdy ma w sobie cos pieknego, i ten w samotnosci i ten w towarzystwie.

A jak wyglada wasza magiczna chwila o poranku?

Pozdrawiam i zycze udanego startu w nowym tygodniu.
Marta


Wednesday, August 24, 2011

Post komercyjny

Powoli przgotowuje sie do przeprowadzki i sortuje rzeczy, ktore zabiore, ktore zostana. Postanowilam pozbyc sie tez czesci magazynow wnetrzarskich i modowych. Wszelkich zainteresowanych zapraszam na moje aukcje tutaj. Pisma francuskie, brytyjskie i niemieckie wszelkiej masci. Sa to pojedyncze egzemplarze za pol ceny badz nawet mniej.

Dzisiaj dodalam kilka nowych magazynow:








A tu kilka migawek z tego, co mozna tam znalezc.






Maison Francais juz sie sprzedal, ale jeszcze jest kilka ciekawych gazet. Chociazby te:








I ten magazyn:





Pozdrawiam serdecznie!
Marta


Sunday, August 7, 2011

Opowieść o pewnej ulicy

Nieubłaganie zbliża się chwila mojego wyjazdu z Hamburga, za kilka tygodni na dobre opuszczę to miasto. Dlatego staram się jak najlepiej wykorzystać te ostatnie chwilę i delektować się miastem ile tylko się da.
W piątek postanowiłam wziąć wolne, tak po prostu. Nie bez powodu wybrałam piątek, to dzień, w którym na mojej ulicy rozbija się targ. Zawsze mijam go jadąc do pracy, wtedy zawsze się rozkłada, a gdy wracam nie ma już po nim śladu. Wręcz ciężko uwierzyć, że jeszcze niedawno to miejsce tętniło życiem targowym. Do tej pory nie miałam za wiele okazji skorzystać z jego dobrodziejstw, dlatego zanim wyjadę postanowiłam się tam wybrać.
Kiedy wychodzę z mieszkania taki widok przedstawia się moim oczom:

Kiedy ponad dwa lata temu szukałam mieszkania w Hamburgu i rozmawiałam z innymi na temat lokalizacji, wystarczyło że padła magiczna nazwa ulicy "Isestasse", by wszyscy gorąco radzili bym właśnie tam zamieszkała. Okazuje się, że fama lokalnego targu odbywającego się na Isestrasse dwa razy w tygodniu, obiegła już cały Hamburg. Na szczęście nie tylko lokalizacja okazała się ciekawa, ale również samo mieszkanie przypadło mi do gustu i tak oto zamieszkałam na Isestrasse. Spełniło się też moje małe marzenie, by zamieszkać w kamienicy, nawet jeśli mieszkanie nie było moje, tylko wynajmowane.
Ulica ta słynie nie tylko z odbywającego się tam targu, ale również z mostu, który rozciąga się na całej długości ulicy, a po którym to regularnie mknie hamburskie metro, mniej więcej na wysokości 2 piętra otaczających go kamienic.


Nie ma co ukrywać, że przejeżdżające metro hałasuje zawsze zastanawiam się jak mieszka się na tej ulicy osobom, które z okna widzą co kilka minut przejeżdżający pociąg. Sama mam to szczęście, że okna mojego mieszkania wychodzą na drugą stronę, bezpośrednio na ogród. Metra tam nawet nie słyszę.
W każdym razie mogę powiedzieć, że most jest piękny i stanowi integralną cześć ulicy. A tu jeszcze jeden widok na most.

Wyjątkowe jest też to, jak most i metro wyjątkowo koegzystuje z otaczającymi go leciwymi kamienicami secesyjnymi i targiem tętniącym życiem u podnóża mostu. Wszystko do siebie idealnie pasuje, nigdy nie pojawia się uczucie dysonansu, gdy patrzy się na ten obrazek.


Na targu sprzedaje się wszystko, tzw. mydło i powidło, choć oczywiście najwięcej jest warzyw i owoców.



Na targu można zaopatrzyć się w świeże kwiaty:





Z piękną kamienicą w tle:



Moje ulubione hortensje:

Stoisko z pomidorami, do wyboru i koloru:

Z targu wróciłam z torbą pełną przysmaków, z których przygotowałam pyszny śniadanio-obiad - jajecznicę z kurkami. Pycha!

I kilka specjałów ze stoiska z domowymi przysmakami:

Świeży kozi serek, zawijana z serkiem cukinia i łosoś w szpinakowym naleśniku.
To był naprawdę udany dzień na mojej ulubionej ulicy :)



Pozdrawiam ciepło
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...