Ostatnio jestem strasznie zabiegana, bo jako że mój czas w Hamburgu jest już policzony, upływa mi na ostatnim "doświadczaniu" ulubionych rzeczy, ostatnim wyjściu do ulubionej restauracji, ostatnim odwiedzinom w ulubionych miejscach itd. I oczywiście na pożegnaniach, niestety. Gotuję więc jak szalona, aby goście u mnie nie głodowali, gdy mnie odwiedzają albo biegam na kolację.
W międzyczasie jeszcze haftuję, bo postanowiłam obdarzyć osoby, z którymi pracowałam, małymi prezentami własnej roboty. Właśnie niedawno znalazłam piękny wzór literkowy.
Jedna literka jest już gotowa.
Wczoraj udało mi się znaleźć fajną ramkę. Kupiłam w ciemno, nie wiedząc czy będzie pasowała. I okazuje się, że pasuje idealnie, od dawna czegoś takiego szukałam. Stwierdziłam zatem, że takie ramki nie trafiają się za często i koniecznie muszę kupić ich trochę na zapas. Dzisiaj z rana pojechałam więc do sklepu i zgarnęłam wszystkich 14, które stały na wystawie. Totalnie ogołociłam półkę i zaburzyłam koncepcję dekoracyjną w sklepie, bo po wybranych rankach powstała całkiem spora dziura. Sprzedawczyni patrzyła na mnie jak na szaloną, gdy zobaczyła co kryje się w moim koszyku. A jeszcze bardziej otworzyła oczy gdy zapytałam, czy nie mają takich więcej. Niestety nie mieli :( Ale może jeszcze w innej filiali uda mi się takie dostać.
Pozdrawiam i wracam do haftowania kolejnych literek, bo kolejka spora.
Marta